Widzimy to co roku niemal tym samym rytmem. W lipcu i sierpniu cisza, a w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu zapytania o kurs włoskiego rosną wyraźnie szybciej niż w pozostałych miesiącach. Zawsze po wakacjach. Prawie nigdy w środku roku.
To nie jest przypadek ani jedna, oczywista przyczyna. To kilka rzeczy, które nakładają się na siebie akurat w tym momencie.
Zaraz po powrocie masz w głowie konkretne obrazy: kelnera, który uśmiechnął się, kiedy spróbowałeś zamówić po włosku, sąsiada przy stoliku, z którym chciałbyś porozmawiać, ale zabrakło słów. Te momenty są bardzo konkretne i bardzo świeże. Kurs włoskiego po powrocie z Włoch to dla wielu osób próba złapania tego wspomnienia, zanim zblednie do zdjęcia w telefonie.
Motywacja z podróży ma krótki termin ważności. Po kilku tygodniach codzienność wraca i konkretne sceny z wakacji zamieniają się w ogólne „było fajnie”. Kto zapisuje się szybko po powrocie, łapie tę motywację, zanim zdąży wyparować.
Przed wyjazdem „nauczyć się włoskiego” brzmi jak mgliste postanowienie, podobne do noworocznego „więcej się ruszać”. Po powrocie to już nie abstrakcja. Wiesz dokładnie, w której sytuacji zabrakło Ci języka: przy zamawianiu, przy pytaniu o drogę, przy próbie zrozumienia, o co pyta gospodarz apartamentu. Konkretna sytuacja daje dużo silniejszy powód do działania niż ogólne postanowienie.
Gdyby wyjazd wypadł w lutym, wracającą motywację trudniej byłoby przekuć w konkretne działanie, bo luty nie ma w sobie nic ze świeżego startu. Wakacje kończą się akurat tam, gdzie zaczyna się wrzesień, czyli naturalny moment powrotu do rutyny, nowego planu dnia i miejsca na nowy nawyk. Emocje z podróży spotykają się z kalendarzowym momentem, który sprzyja zaczynaniu czegokolwiek nowego.
Osoba, która wraca w lipcu ma jeszcze przed sobą chaotyczny sierpień, bez stałego rytmu dnia, i łatwiej jej odłożyć decyzję.
Osoba, która wraca pod koniec sierpnia albo we wrześniu od razu wchodzi w nowy rytm, więc naturalnie znajduje w nim miejsce na kurs.
Jeśli właśnie wróciłaś albo wróciłeś z Włoch i nie chcesz, żeby to wspomnienie zostało tylko wspomnieniem, to dobry moment, żeby zapisać się na kurs włoskiego po powrocie z Włoch, zamiast czekać, aż emocje same wygasną.
📚 65 lekcji•💻 platforma multimedialna•🎭 warsztaty kulturalne•💬 darmowe konwersacje
Zobacz ofertę i zapisz się Zapisz się na listę zainteresowanych i odbierz 50 zł zniżkiOdkładanie decyzji „na spokojnie po urlopie”. Ten spokój zwykle oznacza, że wracają obowiązki, a wspomnienie z podróży traci ostrość. Decyzja podjęta w pierwszym tygodniu po powrocie ma dużo większą szansę przerodzić się w realne zapisanie się, niż ta odkładana na później.
Czekanie, aż emocje „same” przełożą się na naukę. Same emocje nie otworzą podręcznika. Potrzebny jest jeden konkretny krok, na przykład zapisanie się na listę zainteresowanych, żeby emocje zamieniły się w coś więcej niż wspomnienie.
Tak, to bardzo częsty wzorzec. Konkretne doświadczenie z podróży działa silniej na motywację niż sama chęć nauki języka w oderwaniu od realnej sytuacji.
Jeśli motywacja jest świeża, lepiej zapisać się od razu, nawet jeśli same zajęcia zaczną się dopiero we wrześniu. Decyzja podjęta na fali emocji rzadziej zostaje odłożona niż ta, która czeka na „lepszy moment”.
To nie przeszkadza w nauce. Język zostaje z Tobą niezależnie od tego, kiedy wrócisz do Włoch, a korzyści z jego znajomości wykraczają poza samą podróż.